Na co mi to było? – czyli kilka słów o własnej firmie

Co jakiś czas ktoś mi podsuwał pomysł założenia działalności gospodarczej. W takich chwilach czułam się jak w sytuacjach, w których sugerowano mi ASP, a ja na rysunkowym koncie miałam tylko zamki przedszkolne i wakacyjnego Indianina (patrz wpis „Początek, który trwa”). Skończyłam liceum ekonomiczne, ale chyba jako jedyna z klasy nie poszłam w stronę finansów. Pracując na freelansie i tak już męczyłam się przy okazji zawierania umów. Po co pchać się do kolejnych formalności?

Lubię robić sobie takie porównania, jak wygląda moja sytuacja obecnie, jak rok wcześniej, jak na początku. Jeśli chciałam się dalej rozwijać, potrzebowałam wkroczyć na nowe obszary, czyli założyć firmę. Obserwując zaprzyjaźnione osoby przekonałam się, że legendarne dofinansowania są jak najbardziej do zdobycia. Moim odkryciem był wniosek z Urzędu Pracy, który trzeba było wypełnić, aby otrzymać pieniądze. Fantastyczne narzędzie, dzięki któremu mogłam przyjrzeć się dokładnie temu, co zrobiłam do tej pory i w jakim miejscu jestem. Mogłam zaplanować sobie kolejne działania i rzeczy, które będą mi pomocne w przyszłości. We wniosku jest analiza SWOT (słabych i silnych stron, zagrożeń i szans przedsięwzięcia). Trzeba przyjrzeć się specyfice swojej branży i konkurencji oraz zastanowić się, jak sobie z nią poradzimy. To wszystko było bardzo ciekawe i inspirujące.

W konkurencji wpisałam jedno studio projektowe i dwóch grafików / rysowników. Dodałam, że są dla mnie nie tylko zagrożeniem. Przecież mogę się od nich uczyć negocjowania stawek, mówienia o swojej pracy, nawiązywania kontaktów zawodowych. Ponadto z jednym z nich, Maćkiem Łazowskim, chciałam robić projekty na jednej z warszawskich dzielnic.

Długo wahałam się, co z płaceniem podatku VAT. Moim celem było dotarcie do większych klientów i budżetów, wrzucanie sobie w koszty materiałów, sprzętu i zobowiązań od firm, z których usług korzystam (biuro księgowe, kancelaria).

Weszły w życie nowe przepisy, jeśli chodzi o ZUS. Doszło pół roku, w trakcie którego mogłam płacić tylko składki zdrowotne, zanim przeszłabym na dwuletnie, preferencyjne opłaty. Wiele zmieniło się w samych instytucjach. Wielokrotnie spotkałam się z profesjonalnym i życzliwym podejściem w Urzędzie Skarbowym, ZUS-ie, Urzędzie Pracy zarówno wtedy, gdy stawiałam się tam osobiście, jak i gdy dzwoniłam (bardzo polecam kontakty z infoliniami). Większość formalności załatwiłam przez internet.

Ważną kwestią było dla mnie to, czy mogę starać się o dotację, skoro pracuję (na umowach śmieciowych). W urzędzie odpowiedziano mi, że tak, że będzie to nawet argument za tym, abym dotację otrzymała, skoro radzę sobie tak dobrze. Oczywiście musiałam przestrzegać formalności, czyli w momencie ubiegania się o dofinansowanie być zarejestrowaną jako bezrobotna. Zarejestrować się można w dniu, w którym urząd ogłosi informację o dotacjach (wniosek o nią należy złożyć jak najszybciej). Zlecenia można ustawić tak, aby nie nachodziły na czas bycia oficjalnie bez pracy.

Moja firma powstała dzięki dofinansowaniu (btw. w różnych miastach są różne kwoty, które można otrzymać). Za otrzymane pieniądze kupiłam między innymi laptopa (dzięki któremu mogę część pracy wykonywać zdalnie i oderwać się od rutyny przebywania w jednym miejscu) oraz drukarkę (której koszty eksploatacji okazały się tak duże, że boję się jej dotykać). Wkrótce minie rok, odkąd mam działalność gospodarczą. W międzyczasie okazało się, że jakiś dokument jest nieprzetłumaczony na polski, że jakiegoś brakuje. Miła pani z urzędu zadzwoniła i dodatkowo napisała mi maila z prośbą o uzupełnienie i dokładną instrukcją, w jaki sposób mogę to zrobić (np. przez internet). Wpadł też z niespodziewaną wizytą inny pracownik, żeby sprawdzić, czy otrzymane pieniądze wydałam tak, jak się zobowiązałam. Niebawem będę się rozliczać z dotacji.

Co było pomocne dla mnie, osoby, która bardzo niechętnie podchodziła do założenia własnej firmy:

  • portal 6krokow.pl, który ma świetne artykuły, napisane przystępnym językiem na temat działalności, jej zakładania i rozwijania. Możecie tu znaleźć także informacje na temat źródeł finansowania.
  • Oksana (gabinetq.com), która jest rewelacyjną mentorką i coachem. Dzięki pracy z nią mogłam dokładniej spojrzeć na to, kim jestem, co i w jaki sposób chcę robić. Pomogła mi to wszystko profesjonalnie opisać i przejść przez formalności. Słuchała, co jest dla mnie ważne. Dała mi dużo akceptacji i wspierała w podejmowaniu decyzji. Śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie praca z nią, dotacja przeszłaby mi koło nosa.
  • Moja przyjaciółka, Aga, która pokazała mi, jak działa program do księgowania. Dawno nie czułam takich emocji, jak przy otrzymaniu pierwszej faktury! Tak, wiem, mam tendencję do dziwactw… A trochę bardziej serio – zachęcam Was do sieciowania się z innymi i dzielenia się wiedzą.
  • Książka Lisy Congdon – „Art, Inc.: The Essential Guide for Building Your Career as an Artist”. To bardzo dobry drogowskaz, jak poruszać się w świecie artystycznym. Są rozmowy z osobami, które utrzymują się z twórczości. Co prawda książka dotyczy rynku amerykańskiego, ale właściwie jedyna różnica to współpraca z agentami / agentkami reprezentującymi artystki / artystów. W Polsce trochę inaczej wygląda łapanie zleceń. Zachęcam Was do śledzenia Lisy. Jest bardzo utalentowana i wszechstronna. Inspiruje do wszechstronnego podejścia do swojej pasji.
  • Książka Julii Cameron „Droga Arysty” – polecam każdej osobie, która potrzebuje oddechu i znalezienia / rozwinięcia własnej ścieżki. Zmianę można zacząć siedząc na kanapie. Dużo przydatnych narzędzi, uporządkowana struktura działania. Chwilami wymagająca, ale jeśli rzeczywiście chcemy coś zmienić, to na tej kanapie trzeba przysiąść, a potem krok po kroku wypracować sobie nowe.
  • Urzędniczki i urzędnicy, odpowiadając cierpliwie i z życzliwością na moje pytania.
  • Mam wspaniałego księgowego w iFirmie. Pan Łukasz zawsze objaśnia mi firmowe zawiłości. Dba, aby wszystko się zgadzało, reprezentuje mnie też przed urzędami. Trzyma rękę na pulsie, gdy wyskakuje jakaś „nowość”, o której nie wiedziałam, a musi być zrobiona.
Do działań popchnęła mnie też ciekawość tego, co wydarzy się dalej i wewnętrzne poczucie, że to dobra droga. Według umowy z Urzędem Pracy firmę muszę utrzymać przez rok. To niewiele w zamian za dotację i ogrom doświadczenia, które przez ten czas zdobyłam. Za przejście na inny poziom profesjonalizmu. Ważne jest dla mnie także to, że mogę się tą wiedzą dzielić z innymi.

Na koniec wskazówka: jeśli zdecydujesz się na wypełnienie takiego wniosku, pisz szczerze. Robisz to przede wszystkim dla siebie, nie dla urzędów. Zobacz, co masz, czego potrzebujesz. Zamiast np. ściemniać, że idziesz na kurs szycia (które Cię nudzi), bo to Twoje marzenie, sprawdź, czy są lepsze rozwiązania w obszarze, w którym działasz. Nie bój się delegować zadań. To Twoja inwestycja we własny komfort, w robienie tego, co chcesz robić.