Lucek odszedł. Kot, który był mi najbliższym Stworzeniem, moją najbliższą Rodziną. Przeżywanie jego straty działo się dwutorowo. Z jednej strony przytłoczyło mnie poczucie samotności, pustki. Z drugiej: dzielenie się ze społecznością (na życiu-na-kreskę), słuchanie o rozstaniach poszczególnych osób – byłych, zbliżających się czy dziejących akurat w chwili, gdy tamte rozmowy miały miejsce, dawały mi poczucie wspólnoty i bliskości.
Komiks o Lucku był najlepszą dla mnie formą do wyrażenia tego, na co brakowało mi słów. Opowieść o tym, czego się bałam przez nasze ostatnie wspólne lata, gdy chorował, a wizyty u veta i kroplówki wypełniały coraz więcej dni w kalendarzu. Aż do pewnego poranka, gdy wszystko skończyło się w ciągu godziny.
Historię o nim jako pierwszy opublikował Magazyn Pismo. Tematem była miłość.









